czwartek, 14 stycznia 2016

Severus Snape

Wstałam zbyt późno. Nie miałam nawet czasu ponownie wrócić do rozmowy z Draco o jego matce i jego problemach. Biegiem przemierzyłam ostatnie korytarze i wleciałam do klasy Obrony Przed Czarną Magią. Zobaczyłam, że w mojej ławce siedzi Dmitry, ale nie przeszkadzało mi to. Po prostu usiadłam, mówiąc cicho "przepraszam" do Snape'a. Spojrzał na mnie pogardliwie, ale mniej niż zwykle. Był smutny, jak zawsze. Ubrany na czarno, z czarnymi włosami, ziemistą, jasną cerą, ciemnymi oczami i cienkimi ustami, wygiętymi w wiecznym grymasie. Nie wiem dlaczego, ale cała moja dzisiejsza uwaga była skupiona na nim. Ten jeden człowiek utrudniał życie nam, Gryfonom. Był bolesną legendą Hogwartu, ale czy to dawało mu jakąkolwiek satysfakcję? Nie wyglądał na szczęśliwego, nigdy. Mogłabym patrzeć na niego tak jak zawsze. Złośliwy, sfrustrowany, prosty dupek, któremu nie powiodło się w życiu. Jednak coś kazało mi myśleć, że jest kimś więcej. To nie może być przypadek, że nienawidzi Harry'ego tak bardzo. Jestem najbardziej zachowawcza jak tylko mogę, ale on musi być moralny. Dumbledore powierzył mu wiele kluczowych spraw, wpuścił go do zakonu. Dumbledore nigdy nie wpuściłby do zakonu kogoś, kto nie wierzy w dobrą sprawę. Nigdy, i to powinno zamknąć sprawę. Raz byliśmy pewni, że Snape chce ukraść kamień filozoficzny, podczas, gdy robił wszystko, by zatrzymać go przy Dumbledorze. Podejrzewaliśmy, że próbuje zabić Harry'ego na miotle, ale go chronił. To był prawdziwy szok. On nie może być złym człowiekiem. Jest zgorzkniały, ale na pewno nie bez powodu. Jego twarz wyraża wszystkie emocje. Jest zraniony. Jak radzić sobie ze zranionymi? Nie patrzeć na ich blizny i tego, co z nich wynika. Lepiej nie. Oddał mój referat, ocena lepsza niż zwykle. Dlaczego? Odpuściłam trochę. Wszyscy się zmieniliśmy, nie włożyłam w tę pracę ścisłych teorii ani perfekcyjnych sformułowań. Wyrosłam z tego i poszłam na skróty, tak jak ślizgoni, których faworyzuje. Nie po to, żeby dał mi lepszą ocenę, ale dlatego, że nie widziałam sensu w staraniu się. Boże, Severusie, kim ty jesteś... Harry mógł zajrzeć w jego umysł. Dlaczego zobaczył wspomnienie sprzed dwudziestu lat? Jak długo w czyimś umyśle może siedzieć taka głupota... James Potter nie był dla niego łaskawy, Syriusz także, ale byli wtedy gówniarzami takimi jak my. Co jeśli Severus Snape pragnie być dobry, ale to jedyne co mu w życiu nie wyszło? Przecież mogli być po tej samej stronie. Być może jest świetnym aktorem, bardzo inteligentnym i wiarygodnym. Bycie przychylnym dla nas zaburzyłoby cały wizerunek śmierciożercy. Snape ma mroczny znak, ale Dumbledore musiał to wiedzieć. McGonagall musi wiedzieć. Zakon musi wiedzieć. A ja mogę uwierzyć. I wierzę w jedno. Dumbledore nie dałby się zabić nikomu, na swoim gruncie. To wszystko iluzja, a Severus jest wybitnym iluzjonistą. Pragnę zapytać co siedzi w jego głowie, ale oczywiście nie mogę. 

___________________________________________________
Krótki post, napisany w hołdzie Alanowi Rickmanowi.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Liebster Blog Award

Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego Blogera, w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nominacji należy odpowiedzieć na pytania otrzymane od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz kolejne osoby (informujesz je o tym) oraz zadajesz im pytania. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Nominowała mnie Iva Nerda z  kiedyjestesprzymniedramione.blogspot.com
Jestem jej bardzo szczerze wdzięczna. To naprawdę przemiłe i niespodziewane.

Zadane pytania i moje odpowiedzi:


1. Twoje ulubione filmy.

Bardzo ciężki wybór, tak samo jak z ulubionymi książkami czy piosenkami. Z thrillerów bardzo lubię "Wyspę Tajemnic". Idealny pod każdym względem jest film "Nietykalni", to niesamowita, naprawdę niesamowita, zabawna, cudowna i życiowa historia, która pokazuje, że dobry wybór ludzi, których wprowadzimy do naszego życia, może uczynić je spektakularnym. "Only lovers left alive", za klimat i ścieżkę dźwiękową. 
 
2. Jedno pytanie które chciałabyś zadać  Harry'emu Potter'owi.

Chciałabym wiedzieć, czy jest szczęśliwy. Ciężko poznać po nim cokolwiek.

3. Jak wg Ciebie powinien zakończyć się Harry Potter.

Jeśli szanowana przeze mnie twórczyni tego dzieła, zakończyła je w taki sposób, pozostaje mi się z tym zgodzić. Nie wymyślę nic lepszego, aczkolwiek nigdy nie połączyłabym Hermiony z Ronem. Hermiona to postać z ogromnym potencjałem, prawdziwa heroina, a Ron (mówiąc w wielkim skrócie) zniszczyłby jej życie. Powinna poznać kogoś mocno ponadprzeciętnego. 

4. Potrawa, której nie znosisz?

Jakby ktoś podał mi na talerzu schabowego z ziemniakami i kiszoną kapustą, a do tego kompot, nie umiałabym nawet zjeść tego z grzeczności. Tak jak jajka sadzonego.

5. Twoja ksywka ze szkoły.

Na szczęście nie posiadam takiej. Moje imię jest wystarczająco krótkie.

6. Ulubione miejsce na Ziemi?

Mam nadzieję, że jeszcze do odkrycia. Na razie uwielbiam moje łóżko, a także dom mojej babci, gdzie na parterze jest kominek, a w piwnicy bar, wielkie głośniki i stół bilardowy.

7. Dlaczego założyłaś bloga o Dramione?

Szczerze, nigdy nie chciałam swatać Draco i Hermiony. Przez całą moją przygodę z Harrym, nie przyszło mi to do głowy, ale strasznie lubię czytać potterowskie blogi, a właśnie tych jest pełno. Więc kiedy już się czyta tyle Dramione, to chce się mieć w końcu swoje własne. Zwłaszcza, że uwielbiam pisać.

8. Ulubiona część Harry'ego Potter'a i dlaczego akurat ta?

Więzień Azkabanu. Po pierwsze dlatego, że Syriusz Black to moja ulubiona postać, z którą się utożsamiam. Po drugie Harry wreszcie odnajduje jakieś kawałki swojej biednej tożsamości; pojawia się symboliczny Patronus, więź z ojcem. Po trzecie Remus Lupin to naprawdę świetny nauczyciel obrony przed czarną magią, a także świetna postać.

9. Co Cie najbardziej irytuje?

Brak logicznego myślenia i zaradności, przesadna wylewność i niesprawiedliwość.

10. Wymień swoje jedno, maleńkie marzenie.

Skończyć studia, które są cholernie ciężkie. To z tych maleńkich, reszta jest ogromna.


Nominuję Veronicę Grund, która prowadzi bloga http://profesor-granger-i-huncwoci.blogspot.com

 Moje pytania:

1. Kto był Twoim autorytetem w przeszłości lub obecnie?
2. Z czego jesteś najbardziej dumna?
3. Co pragniesz robić w życiu?
4. Co sprawia Ci największą trudność w kontaktach z ludźmi?
5. W jakiej dziedzinie się kształcisz?
6. Z czym kojarzy Ci się dzieciństwo?
7. Jakie było/jest największe zaskoczenie "dorosłego życia"?
8. ...a jakie największe rozczarowanie?
9. Masz cytat, utwór lub wiersz, który czujesz w stu procentach? 
10. Co znaczy dla Ciebie seria o Harrym Potterze?

Pozdrawiam ciepło.


sobota, 9 stycznia 2016

12.

Poczuła jak zalewa ją fala wstydu, kiedy już odtruta wróciła do klasy. Każdy patrzył z wyczekiwaniem, czy nie odbiło jej jeszcze bardziej i zaraz nie rzuci się na Dracona. Na, którego z resztą nie mogła spojrzeć. Jej policzki by spłonęły. Zajęła swoje miejsce, wciąż czując na sobie mnóstwo spojrzeń.
- Koniec przedstawienia.

- Hej, Hermiono... - Ginny dogoniła ją, zanosząc się szczerym śmiechem. - Nie powinnaś siedzieć w świętym Mungu?
- Co? - Hermiona odwróciła się do niej, z niesmakiem wymalowanym na twarzy. Wciąż czuła antidotum, które było gorzkawe. Kiedy zorientowała się, że jej wyczyn mógł wyjść poza wszystkich biorących w nim udział, wypuściła z wściekłością powietrze z ust. - Tak, powinnam leczyć się w Mungu. Już wszystko dobrze, dzięki za troskę - mruknęła ironicznie.
- Hej, no przecież to nie twoja wina. Wiadomo, że z własnej woli nie spojrzałabyś... - wskazała głową na Malfoy'a rozmawiającego z Blaisem w drugim końcu korytarza - ...na to.
Hermiona podążyła za jej wzrokiem. Co powinna odpowiedzieć Ginny? Draco podniósł głowę i ich spojrzenia się spotkały. Dziewczyna poczuła, jak coś ściska jej żołądek. Odwróciła się w stronę Ginny.
- Nie, pewnie, że nie - powiedziała, bo to chyba była jedyna słuszna odpowiedź, prawda?

Granger miała dosyć. Sama nie pamiętała dokładnie tego co mówiła pod wpływem amortencji, albo raczej nie była pewna. To było jak amok, wszystko mogło jej przyjść do głowy. Nikt nie starał się robić jej nieprzyjemności, ale nawet dobrzy znajomi widząc ją, uśmiechali się serdecznie, a zaraz potem próbowali skierować rozmowę na właśnie te tory i wspólnie się pośmiać. A ona chciała wymazać to z pamięci. Było jej potwornie wstyd. Poszła na wieżę astronomiczną. To było najlepsze rozwiązanie. Usiadła wygodnie pod ścianą, jak zwykle. Wszyscy mogliby się od niej odwalić. Ross, Dmitry, i inni durni ludzie, którzy teraz o niej rozmawiają. Ku jej przerażeniu do wieży wszedł nie kto inny jak Draco Malfoy. Napierała mocno na ścianę, jakby chciała w nią wniknąć. Rozwinął kawałek papieru i zaczął czytać. Znowu był wściekły, tak jak ostatnim razem. I wtedy ją zobaczył. Oboje poczuli się zażenowani i onieśmieleni. Chciał stamtąd wyjść, ale nie mógł zrobić kroku. Patrzyli na siebie tak długo, zdezorientowani swoją obecnością. Hermiona nie mogła tego wytrzymać, nie chciała być tchórzem i po prostu wstać i uciec. Musiała coś zrobić.
- Przepraszam - powiedziała w końcu pewnym tonem. Draco wyglądał na jeszcze bardziej zaskoczonego niż wcześniej. Pokręcił sztywno głową i spojrzał na podłogę. - Mój kociołek wystrzelił.
- Przecież to moja wina - głos jakby zastygł mu w gardle. Hermiona na sekundę jakby się ożywiła.
- Hm, rzeczywiście. Malfoy, ty dupku... - zaśmiała się, próbując rozładować napięcie. Prawda była taka, że ciężko jej było patrzeć na niego tak samo jak przed wypiciem eliksiru, więc wolała tego nie robić. Draconowi chyba nie spodobał się żart. Ślizgon uniósł brwi, a lekki grymas nie zniknął z jego twarzy. - Uspokój się, przecież nie gryzę - spojrzała na niego spod byka i oparła głowę o dłoń. - Po prostu o tym zapomnijmy.
- Nie, to nie to - wydukał. Uniósł dłoń z listem w ręce. - Prywatne sprawy.
Dlaczego zachowywał się tak dziwnie i po co w ogóle się tłumaczył? Dlaczego zwyczajnie nie poszedł? Patrzył na nią i nie dowierzał w całą tę dziwną sytuację, która była dziwniejsza niż Hermiona po amortencji.
- Jeśli znowu masz zamiar topić się w łazience prefektów, uprzedź, proszę. Po prostu nie będę tamtędy przechodzić.
- Granger, nie bawi mnie to... - Draco spojrzał na nią poważnie, kręcąc lekko głową. 
- Musisz wybaczyć, jestem bardzo spięta tym wszystkim - opuściła gardę i westchnęła cicho, zwracając wzrok gdzieś w podłogę. Draco zamyślił się na moment i również usiadł pod ścianą, zostawiając jednak trzydziestu calowy odstęp między nimi.
Hermiona spojrzała na list w jego ręce. Pismo było identyczne jak tamtym, po które Malfoy wrócił jakiś czas temu.
 - Co jest? - spytała w końcu, beznamiętnym głosem, a jednak zachęcająco. Draco spojrzał na nią i zaśmiał się kpiąco.
- Myślisz, że będę ci się zwierzał?
- Nie zauważyłam, że nie jesteś wystarczająco pijany.
To stwierdzenie zawisło w powietrzu, pozostawiając nieprzyjemny klimat. Oboje na raz pomyśleli o ciemnej rzeczywistości. Jak mało było w ich życiu chwil takich jak ta. Draco rzadko byłby skłonny podważyć swoją wcześniejszą decyzję. Dlatego był zawsze uparty, a to czym nasiąkał przez tyle lat nie chciało wyparować. Pierwszy raz zastanawiał się czy nie wybudować furtki, przez którą miałby styczność z normalnymi emocjami, relacjami. Mógłby się czymś podzielić. Hermiona bez Harry'ego i Rona nie była tak groźna. Groźna pod względem wpływu na jego całą rzeczywistość. Nie była tak radykalna, bo nie była sama w sobie symbolem walki z Voldemortem, dobra. Stała się kimś ponad to kim była wcześniej. Zaczął postrzegać ją jaką indywidualną istotę, oderwaną od wszystkich tych zasad, praw i podziałów.
- Pamiętasz list, który zostawiłem tu przez przypadek? - zapytał w końcu. Patrzył na nią zagubionym wzrokiem. Hermiona spojrzała na niego, lekko zaskoczona. Delikatnie pokiwała głową.
- Napisała je te sama osoba.
Podsunął jej list, ale na tyle blisko, by mogła dostrzec tylko podpis.
- Twoja mama - powiedziała, wciąż zdziwiona. Co było w tym nienormalnego?
- Problem w tym, że nie - spojrzeli na siebie skonfundowani. Draco tym, że powiedział, a Hermiona tym co powiedział. - Mój ojciec.
Hermiona zaczęła gorączkowo myśleć nad tym co to może znaczyć. To co wydawało się najprostsze, pokrywało się z jej wcześniejszymi obserwacjami.
- Twoja mama wcale nie chce takiego życia, prawda? To ojciec wciągnął was w to bagno,a ona chce tylko i wyłącznie chronić ciebie, podczas gdy ty najbardziej martwisz się o nią, bo wiesz, że on ją niszczy.
Draco tylko skinął głową. Nic nie powiedział. Wbił wzrok w podłodę.
- Wiedziałam... - szepnęła. - Po prostu wiedziałam... wystarczyło spojrzeć na was na King's Cross.
Draco niepewnie na nią spojrzał, nie wiedział o co jej chodzi.
- Widziałam ciebie, Narcyzę i Lucjusza, kiedy się żegnaliście. Stał tam niewzruszony, ale to nie było naturalne. Tak naprawdę było mu żal, że wyjeżdżasz, ale nie potrafił spojrzeć na ciebie z taką czułością, z jaką robiła to twoja mama. To było pewne. Jej gesty były jednoznaczne. Ochronne. Ściskała cię bardzo mocno, mimo, że nie była w najlepszym stanie fizycznym. Gładziła cię po włosach, widać, że miała ci wiele do powiedzenia. Dlaczego nie mogłaby? Bo Lucjusz stał tuż za nią, patrząc na was z grymasem bólu na twarzy. Może to jeden z tych momentów, kiedy sam wie, że wszystko zepsuł. Bez wątpienia ma takie momenty. Jednak potrafi otrząsnąć się w kilka chwil, bo grymas zamienił się w cyniczny uśmiech. A twoja matka zdradziła wszystko, reakcją na to co do ciebie powiedział. Parafrazując, "nie zawiedź mnie, wszyscy na ciebie czekamy". Zamknęła oczy i zacisnęła dłoń na swoim szalu, jakby tego dnia była wielka wichura. Jest bardzo piękna i dumna, ale wyglądała wtedy, za przeproszeniem, jak skrzat domowy. 
Draco wstał i skierował swoje kroki do wyjścia. Spojrzał na nią dużymi, smutnymi oczami. Nie wiedział co się z nim stało, musiał po prostu wyjść, miał ochotę się wypłakać.
- Draco... - zawołała cicho, zanim zniknął. Odwrócił się i zamarł kiedy zobaczył, że ona także wygląda na przejętą. - Wykorzystaj to, że Lucjusz nie wie tego co ty. Zmanipuluj.

Dmitry wszedł do dormitorium, gdzie Draco siedział na łóżku i coś czytał. Rosjanin zostawił torbę na podłodze i  stanął na przeciwko niego.
- Wracałem tutaj z błoni przez pierdolone pół godziny... - westchnął po chwili i pokręcił głową z niedowierzaniem. Draco podniósł głowę i spojrzał na niego, nie przejąwszy się za bardzo.
- To przez schody - stwierdził bezsensownie. Dmitry chyba zauważył, że głównym problemem są schody. Starszy ślizgon spojrzał na niego jak na idiotę, ale zaraz potem zobaczył, że coś jest nie tak.
- Wszystko w porządku? 
- Pewnie... dużo się dzisiaj stało. 
- O tak, poranek pełen emocji - zamyślił się i spojrzał na okno, było już ciemno. I zimno. - Nie podobała mi się ta scena - stwierdził chłodnym tonem. Draco podniósł głowę. Nie wiedział czego spodziewać się po Aristov'ie. Czy mógłby przywalić mu za to, że Hermiona się do niego dostawiała?
- Sory, że skupiłem jej uwagę na sobie. Nie miałem zamiaru wejść ci w drogę - powiedział pół żartem, pół serio. Dmitry zaśmiał się, o dziwo serdecznie.
- Przestań, co niby miałeś zrobić? Akurat o ciebie się nie boję - stwierdził spokojnie. Draco spojrzał na niego pytająco, zastanawiając się, czy on go lekceważy czy może obraża. - Wszyscy mówią, że się nie znosicie.
Draco spuścił wzrok i zmarszczył brwi. Przytaknął mu niemo i już nic więcej nie powiedział.
_______________________________________________________
Ten rozdział jest bardzo krótki tak jak poprzedni i traktuje go bardziej jako kontynuację jedenastego, dlatego też są dodane w odstępie jednego dnia. Mam nadzieję, że Wam się podoba. W przeciągu trzech rozdziałów pojawi się scena erotyczna, czy komuś to przeszkadza? (Nie, absolutnie!) Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i nie przejmujcie się Dmitry'ym, on tylko pośrednio pomaga naszemu Dramione, a nie oddala je od ziszczenia się. Dziękuję za wszystkie komentarze.

piątek, 8 stycznia 2016

11.

Draco wrócił do dormitorium po godzinie. Pokój Wspólny był już pusty. W sypialni Blaise stał na środku pokoju, przebrany w granatową piżamę, a Dmitry siedział na łóżku w białym t-shircie i szarych dresowych spodniach. Zabini kończył właśnie opowiadać mu o Hogwarcie.
- ...ale poza tym nie jest źle.
- Nie jest źle? - mruknął Draco. Zdjął płaszcz i powiesił go na krześle. - Kiedyś spalę to miejsce.
Dmitry uniósł brew i zaśmiał się krótko. Położył dłonie na swoim karku i zaczął go lekko masować. Draco i Zabini spojrzeli na niego niepewnie.
- Nie pierdol, że wyrzucili cię za wzniecenie pożaru.
- Panowie, Durmstrang to piekło. Nie ma co podpalać - uciął temat. Nie miał zamiaru opowiadać o sobie więcej niż to konieczne.
- Nie pamiętam, żebyś był na Turnieju Trójmagicznym... - zauważył po chwili Draco, usiadł na swoim łóżku i zaczął grzebać w kufrze, żeby znaleźć coś w czym mógłby spać.
- Żeby udawać, że kibicuję Krumowi?
Blaise zmrużył brwi. Krum był gwiazdą. Nie lubili go we własnej szkole?
- Przecież nie było wiadomo kto zostanie reprezentantem.
Dmitry prychnął pogardliwie i spojrzał na niego z politowaniem.
- To było oczywiste od początku. Tak samo jak ten wasz Potter.
Draco chwilę się nad tym zastanowił, niechętnie musiał przyznać mu rację. W czwartej klasie był pewien, że Harry będzie w Turnieju. Dopiero kiedy usłyszał, że reprezentanci muszą mieć ukończone siedemnaście lat, odetchnął z ulgą "Potter choć raz nie będzie w centrum uwagi". Ale to było zbyt piękne, żeby było prawdziwe.
- Nie lubisz Pottera? Ślizgoni go nie znoszą, to ciota - Blaise ucieszył się, że mają kolejny wspólny temat. Pogarda Potterowi.
 - Nie wiem czy go lubię. Przecież nie znam go osobiście - odparł. Ocenił Blaise'a jako konformistę i niezbyt dobrego partnera do rozmów. Draco jak na razie był w porządku.

- Przepraszam za spóźnienie - w drzwiach pojawił się Dmitry z bladym uśmiechem na twarzy. Spojrzał na swojego nowego profesora. - Ciągle się gubię w zamku.
- To zrozumiałe, o ile nazywasz się Dmitry Aristov - profesor Ross spojrzał na nowego Ślizgona pytająco. Dmitry skinął głową i zamknął za sobą drzwi klasy. - Zajmij miejsce gdzieś... - Ross rozejrzał się po klasie, z determinacją ignorując wolne miejsce w pierwszej ławce - ...gdzieś gdzie jest wolne.
Dmitry jednak nie zignorował tego miejsca. Podszedł do Hermiony i położył skórzaną torbę na ławce, tuż obok niej. Profesor zlustrował go spojrzeniem.
- Na jakim poziomie jest twoja wiedza z eliksirów?
- Całkiem... w poprzedniej szkole radziłem sobie bardzo dobrze, ale to nie sztuka, bo nauczyciel był mierny.
Parvati zaśmiała się cicho. Nie wiedziała już na kogo ma patrzeć. Profesor uśmiechnął się na ten komentarz.
- Zobaczymy... - oparł się dłońmi o biurko i spojrzał chłopakowi prosto w oczy. - Wyjmij, proszę kartkę i spisz mi wszystkie składniki, które pamiętasz, potrzebne do przygotowania eliksiru wiggenowego, Veritaserum i Wywaru Żywej Śmierci.
Dmitry patrzył na niego lekko skonfundowany. Zamrugał kilkakrotnie oczami, ale wyjął notes.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, żeby siedział pan obok panny Granger. Ona z pewnością zna je wszystkie.
Hermiona wbiła spojrzenie w ławkę, czuła się bardzo niezręcznie. 
- Oh, nie. Raczej będzie mnie rozpraszać.
- Może tym bardziej powinieneś usiąść gdzieś indziej.
Dmitry i profesor spojrzeli sobie w oczy. Między nimi powstało wyraźne napięcie. Dmitry miał ochotę wybuchnąć śmiechem prosto w twarz profesora.
- Dam radę. O ile nazywam się Dmitry Aristov... - dodał ciszej i zabrał się do pisania. Hermiona z ukrywanym podziwem patrzyła jak pięknym, ostrym pismem wypisuje wszystko. Dokładnie wszystko. Jednak ona musiała zająć się przygotowaniem Amortencji. Ona, a także Malfoy siedzący za nią. Oboje ruszyli w stronę schowka na składniki.
- Obserwuj dokładnie swój eliksir - szepnął, z kpiącym uśmiechem. - Ktoś może użyć go przeciwko tobie.
Spojrzał znacząco na Dmitry'ego.
- Co? - Hermiona spojrzała na niego jak na kogoś niespełna rozumu. Zmarszczyła brwi. - Jak na razie tylko ty próbowałeś mnie czymś nafaszerować.
Zabrała wszystko co potrzebne i wróciła do swojego stanowiska. W międzyczasie Dmitry oddał profesorowi listę składników. Stał teraz z Hermioną ramię w ramię i przygotowywał to co reszta, czyli eliksir uspokajający. Dziewczyna była tak skoncentrowana na swojej amortencji, że zdawała się nie zauważać jak Dmitry co jakiś czas zawiesza na niej spojrzenie. Eliksir, choć piekielnie mocny, nie był trudny w wykonaniu, więc poszło wyjątkowo szybko. 
- Widzę, że ci się udało - Ross podszedł do ławki, którą dzieliła z Dmitry'em i nachylił się nad nią tak blisko, jak tylko maksymalnie mógłby nauczyciel nad swoją uczennicą, a nawet bliżej. Dziewczyna nie wiedziała kto krępuje ją bardziej.
- Czy pozwolisz, że z czystej ciekawości zapytam, co czujesz? 
Dmitry podniósł wzrok i spojrzał na nauczyciela jak na jadowite stworzenie, które może zaatakować w każdej chwili. Nawet Malfoy obserwował tę sytuację. 
- Oczywiście - Hermiona pochyliła się lekko nad kociołkiem i zamknęła oczy. - zdmuchniętą zapałkę, mokry las i skórzane ubranie.
Ross przypomniał sobie, że rękawiczki, które pożyczył dziewczynie w Trzech Miotłach, były ze skóry. Dmitry z satysfakcją pogładził kciukiem swój pasek od spodni i spojrzał na buty. Draco Mlfoy zaczął rozważać czy Hermiona mogła widzieć go w jego ulubionej kurtce, ale zaraz potem z równą intensywnością zastanowił się co go to, do cholery, obchodzi? Ross uśmiechnął się i odszedł.
Dmitry stał obok i zaczął odczuwać cudowną woń, wznoszącą się z jej kociołka. Malfoy, stojący za nią, jeszcze trochę się męczył, ale jego eliksir przybierał już końcową barwę. 
- Nie wiem co tak pięknie pachnie. Ty czy eliksir - spojrzał na nią, skupioną na obserwowaniu swojego dzieła. Podniosła wzrok i zaśmiała się szczerze. Położyła mu dłoń na ramieniu i ku jego zdziwieniu, nachyliła się nad nim i niemal dotykając policzkiem jego policzka, wyszeptała:
- Nie wiem, co próbujesz zrobić, ale dobry przyjaciel ostrzegł mnie przed tobą, więc pozwól, że uprzedzę fakty... - niektórzy zauważyli jak dziewczyna trzyma palce na jego ramieniu,. Wyglądało to jak akt najwyższej czułości, jakby wąchała zapach jego włosów, muskała ustami ucho, ale tak nie było. Była po prostu zbyt blisko. Dmitry patrzył w podłogę, a jego twarz wyrażała największe możliwe zainteresowanie. Nawet nie musiał zbytnio pilnować się, by nie patrzeć na jej pośladki, ponieważ ton głosu, którym mówiła i bliskość były równie seksowne jak jej ciało. - Nic co planujesz nie skończy się dla ciebie satysfakcjonująco. W innym przypadku poprosiłabym, być spojrzał mi w oczy i z pełną szczerością wyznał, co masz na sumieniu, ale o mężczyznach takich jak ty na pewno wiem jedno. Perfekcyjni podrywacze umieją perfekcyjnie kłamać. Możesz siedzieć obok mnie, możesz za mną chodzić, możesz mnie lubić, pić ze mną piwo, całować w rękę, w cokolwiek. Ale nie dostaniesz nic w zamian. A na pewno nie zaufania. Rozumiesz za pierwszym razem?
Odsunęła się odrobinę, by spojrzeć w jego wielkie, zielone oczy. Mierzyli się chwilę spojrzeniami. 
- Wiedziałem - uśmiechnął się ciepło, nie spuszczając z niej wzroku. - Ale ponad tym wszystkim, naprawdę pięknie pachniesz.
- Ty też.
W tamtej chwili nastąpiło coś kompletnie niespodziewanego. Coś jak mała eksplozja. Wszystko to trwało niecałą sekundę. Hermiona obróciła się w stronę z której słychać było potwornie głośny trzask. Kiedy tylko stanęła naprzeciw sprawcy, jej twarz została zalana bezbarwną cieczą. Siła uderzenia i zaskoczenie odrzuciło ją do tyłu. Zatrzymała się na własnej ławce. Dłońmi starła ciesz z oczu. Usłyszała coś jak "panie Malfoy, co pan zrobił?". Zaczęła się krztusić, bo połknęła trochę tego czym dostała. Miała największą w świecie nadzieję, że był to eliksir uspokajający Zabini'ego.
- Malfoy, do cholery... - warknęła i w końcu otworzyła oczy. Spojrzała na Malfoy'a i było w nim zdecydowanie coś innego niż zwykle. Wyglądał dobrze, lepiej, najlepiej. Serce zaczęło bić jej niesamowicie szybko. Czuła się lepiej niż kiedy przed rozpoczęciem drugiego roku, zobaczyła Lockharta w Esach i Floresach. A to uczucie narastało z każdą chwilą. Cóż to była za błogość, wolność, miłość. Na Godryka, jego lekko rozchylone usta. Miała ochotę musnąć je delikatnie. Albo nie. Wepchnąć w nie język i pochłonąć wszystko co mogłaby.
Draco patrzył na nią zszokowany. Czy ona właśnie połknęła eliksir miłosny i skupiła jego działanie na nim? Nie mógł uwierzyć w widok, który się przed nim malował. Hermiona zmieniła się w kogoś innego przez te kilka sekund. Jej postawa ciała mówiła coś zupełnie innego niż wcześniej, przestała z nim walczyć. Nigdy nie widział tak luźnego, seksownego, beztroskiego uśmiechu. Patrzyła na niego jak na idola, jak na ulubione słodycze, jak na obiekt pożądania. Nie wiedział jak się zachować. Wszyscy uczniowie patrzyli na to z szokiem wymalowanym na twarzach, gdy padło pytanie.
- Czy... - Hermiona odetchnęła głośno i przygryzła dolną wargę. Oczy Dracona robiły się większe z wrażenia z każdą sekundą. - Czy mogę dotknąć twojej twarzy, proszę...
Zabini zakrztusił się. Dmitry zamarł i spojrzał na Rossa, jakby ten miał jakoś temu zapobiec. Jednak on mógł tylko próbować sprowadzić ją na ziemię.
- Hermiono... - pociągnął ją lekko za ramię. - Chodź za mną.
- Och, nie... - jęknęła i zignorowała profesora. Wyciągnęła rękę i pogładziła Malfoy'a po policzku. Uchyliła usta z wrażenia. Zanurzyła dłoń w jego włosach. Stał jak sparaliżowany.
- Hermiono, proszę. Nie rób nic czego będziesz żałować - pociągnął ją bardziej stanowczo za przedramię. - Podam ci antidotum.
- Tak, koniecznie - zamrugała kilkakrotnie i dała się poprowadzić profesorowi, nie spuszczając wzroku z Dracona. Miała ochotę się na niego rzucić. Patrzyła na jego seksownie jasne włosy, na seksownie czarną koszulę, na seksownie zmrużone oczy, na seksownie rozchylone usta.
- Jesteś tak kurewsko seksowny... - dodała, zanim Ross nie zaciągnął jej do schowka na składniki. Wszyscy zamarli w szoku. Łącznie z Rossem, który powinien skarcić ją za takie słownictwo, ale naprawdę nie wiedział co powiedzieć. Zamknął za nimi drzwi i najszybciej jak potrafił zaczął ważyć antidotum. 
- Nie jestem sobą... - mruknęła po chwili. Ross przyznał jej rację i spróbował podać antidotum, ale odwróciła głowę. Chwycił ją za podbródek, by spróbować jeszcze raz.
- Hej... nie jesteś Malfoy'em... - zmarszczyła brwi, nie mogła przestać myśleć o blond włosach. - Ale też jesteś przystojny.
Ross opuścił fiolkę. Hermiona zaśmiała się i spojrzała na niego z czułością.
- Prawie zapomniałam, że jesteś moim nauczycielem.
Wzięła fiolkę z jego ręki i sama wlała sobie zawartość do ust.
_______________________________________________________
 Przepraszam, że trochę krótko, ale kontynuacja będzie bardzo, bardzo szybko. Za dzień lub dwa. Dziękuję, za wszystkie komentarze. Było ich aż pięć i jestem szczęśliwa, jesteście superowi. Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło.


poniedziałek, 28 grudnia 2015

10.

Nadzwyczajnie przystojny, długowłosy brunet siedział na wysokim krześle i zamarł w skupieniu. Uśmiechał się delikatnie, nieśmiało, a jego wielkie oczy śledziły McGonagall, która bardzo spięta, siedziała za biurkiem dyrektora. Odchrząknęła nerwowo, przejrzała gorączkowo kilka papierów, jakby upewniając się, że rzeczywiście jest tam napisane to, co czytała już wiele razy.
- To nie była moja decyzja. Jesteś tutaj tylko i wyłącznie dlatego, że profesor Dumbledore zatwierdził twoje podanie pod koniec zeszłego semestru.
Mężczyzna kiwnął głową, dając znak, że rozumie.
- Stwierdził, że każdemu należy się druga szansa, a ty jesteś zbyt inteligentny, by nie mieć wykształcenia.
- Proszę przekazać podziękowania... - spojrzał na pusty obraz po jej lewej stronie, widniało tam tylko czarne płótno - ...kiedy tutaj wróci.
McGonagall zmierzyła go długim, ciężkim spojrzeniem.
- Kredyt zaufania profesora Dumbledore'a zawsze był przyznawany... bez zdolności kredytowej - skomentowała z powagą. Mężczyzna próbował ukryć szczery uśmiech. - To nie znaczy, że jestem do ciebie przekonana.
- Nie taki diabeł straszny, jak go malują.
Mierzyli się wzrokiem. Mężczyzna za nic w świecie nie okazałby jej nieuprzejmości. Uśmiechał się lekko i czekał na to co jeszcze usłyszy.
- Masz zapomnieć wszystkie te czarnomagiczne bzdury, których nauczyli cię w Durmstrangu. Traktuj siódmoklasistów jak rówieśników. Zrozumiałeś?
Mężczyzna skinął głową. McGonagall patrzyła na niego długo, twarz jej nawet nie drgnęła. Jej spojrzenie było nieprzyjemne, badawcze. W końcu wstała i chwyciła z półki Tiarę Przydziału. Mężczyzna spojrzał zaskoczony na starą czapę.
- Trzeba przydzielić cię do jednego z czterech domów. Tiara Przydziału przeszuka twój umysł i stwierdzi, gdzie najbardziej pasujesz.
- Przeszuka mój umysł? - zmarszczył brwi. McGonagall nie raczyła odpowiedzieć. Włożyła Tiarę na jego czarne włosy. Mężczyzna wbijał skupione spojrzenie w podłogę. Serce mu podskoczyło do gardła, kiedy usłyszał zewsząd stary, niski, niezwykle donośny głos.
- Pół wieku temu w Wielkiej Sali, musiałem podjąć niebotycznie trudną decyzję. Wiele minut zajęło mi dokonanie wyboru, choć wszystkie karty otwierają się przede mną w pierwszych trzech sekundach. Chodziło o bystrość i światłość umysłu, ale także o pragnienia i potrzeby serca. Ravenclaw i Gryffindor. Do jednej z tych społeczności musiałem przyłączyć dziewczynkę, która okazała się wielką czarownicą - na twarz McGonagall wpełzły małe rumieńce. Mężczyznę zdziwił taki wstęp. Wiedział, że nie pasuje do Gryffindoru.
- Teraz mam tu młodzieńca, który pisze w swojej głowie tak skomplikowane rzeczy, że mam podobny problem - kontynuowała Tiara. McGonagall przyglądała mu się z wielkim zainteresowaniem. - Ravenclaw albo Slytherin. Wybierz sam, tylko ci pomogę. Nieprawdopodobna spostrzegawczość, genialny zmysł obserwacji, inteligencja, talent. Chłoniesz wiedzę jak gąbka, jesteś niesamowitym strategiem. Z drugiej strony chowasz urazę, masz w sobie dużo złych emocji i pragnienie zemsty. Bycia ponad innymi.
- Moje ego zostało połechtane - powiedział cicho, lecz to w żadnym stopniu nie pomogło mu wybrać. Może gdyby wiedział o tych domach więcej, mógłby się wypowiedzieć. Słyszał tylko o Gryffindorze.
- Nie należy mi się jakaś historyjka o genezie tych podziałów?
- Slytherin.

Szedł zatłoczonym korytarzem. Musiała być pora poobiednia, bo wszyscy wychodzili z Wielkiej Sali. Był zmęczony. Chciał znaleźć te przeklęte lochy, ale wcześniej musiał znaleźć ją. Nie miał pojęcia czego się spodziewać. Rozglądał się po korytarzu.
- Przepraszam... - zaczepił młodszą dziewczynkę, z czerwono-złotym krawatem na szyi. - Pomożesz mi znaleźć Hermionę Granger?
Gryfonka z drugiej klasy patrzyła na niego rozanielonymi oczami. Trochę się go bała, ale wyglądał lepiej niż wszyscy członkowie Fatalnych Jędz razem wzięci.
- Tt... tam jest - wskazała niepewnie na starszą Gryfonkę, opierającą się o ścianę, słuchającą innej dziewczyny, bez szczególnego zainteresowania.
- Dziękuję, kochanie - odwrócił się od niej i przyjrzał Hermionie, zostawiając w tyle dziewczynkę bliską omdlenia. Głośno wypuścił powietrze z ust. Granger wydała mu się olśniewająca. Miała na sobie czarne rajstopy, szkolną spódniczkę, białą koszulę i krawat. Fryzurę spiętą w nieładzie. Długie nogi, lśniące włosy, bystre spojrzenie, naturalnie gładka cera i ponętnie, delikatnie wykrojone usta. Ich spojrzenia się spotkały, poczuł nagły przypływ adrenaliny.

- Patrzcie, ogłoszenie o balu - powiedziała Lavender. Razem z Parvati i Hermioną, spojrzały na ścianę i wielki plakat. Pokrywała go jedna wielka animacja. Nad mieniącą się srebrem i złotem choinką, wystrzeliwały fajerwerki, a kieliszki pełne szampana stukały się co jakiś czas. Bal bożonarodzeniowy miał odbyć się 20-stego grudnia, w noc przed powrotem do domu na przerwę świąteczną.
- Może by...- zaczęła Parvati, ale Lavender wydała z siebie dziwny dźwięk, przerywając przyjaciółce.
- Kto to, kurwa, jest?! - szepnęła, wpatrując się w mężczyznę, pochylającego się nad Polly McClain.
Dziewczyny podążyły za jej wzrokiem. Hermiona musiała oprzeć się o ścianę, by nie przewrócić się i tym samym nie dać po sobie poznać, jakie zrobił na niej wrażenie. Mężczyzna był wysoki, szczupły, postury modelowej, z barkami nieco szerszymi od bioder, ale największą zaletą jego ciała, były niesamowicie długie nogi. Za lekko kręconymi, niemal czarnymi włosami, kończącymi się tuż przed obojczykach, można było oszaleć, zwłaszcza, że miał nawyk przeczesywania ich swoimi długimi palcami. "Poszłabym z nim do łóżka bez wahania", usłyszały głos Lavender. Był blady, a na jego przystojnej twarzy główną rolę odgrywały przepiękne, wielkie, wyblakło zielone oczy, otoczone delikatnymi zmarszczkami pod nimi. Wyglądał jak szatan, ubrany cały na czarno. Skórzane buty, spodnie, koszula, marynarka. Spojrzał na nią. Hermiona pierwszy raz od czasu bliższego kontaktu fizycznego z Krumem, poczuła pobudzenie w okolicach krocza. Powoli odwróciła wzrok i spojrzała na dziewczyny.
- Ja też - wyszeptała, ku swojemu zdziwieniu. Czuła jego spojrzenie na sobie i kątem oka zobaczyła, że się zbliża. Była jak sparaliżowana, nie patrzyła w jego stronę i modliła się, żeby dziewczyny narzuciły jakiś temat, który ją pochłonie. Niestety to się nie stało, więc zaczęła chamsko wgapiać się w plakat, udając, że znowu go czyta. Był coraz bliżej. Wszystkie wstrzymały oddech, czekając aż je minie, ale on się zatrzymał. Tuż przed nią. Hermiona przeniosła na niego wzrok. Z bliska był po prostu fantastyczny.
- Pozwolisz? - usłyszała szorstki, seksowny, trochę rosyjski akcent. Patrzyła mu w oczy, zastanawiając się co właśnie powiedział. Powoli ujął jej dłoń w swoją zimną i ukłonił się, by złożyć krótki pocałunek. Hermiona straciła świadomość tego, co się dzieje. Już wiedziała kim jest.
- Dmitry - powiedziała cicho. Mężczyzna uśmiechnął się, nie spuszczając z niej wzroku.
- Dmitry Aristov.
- Wiesz kim jestem - to było stwierdzenie, nie pytanie.
- Do zobaczenia, Hermiono Granger - skinął głową i odszedł.
- Witamy w Hogwarcie! - zawołała desperacko Lavender. Dmitry odwrócił się i posłał jej piękny uśmiech. 
- Dziękuję! - odpowiedział i ruszył dalej w swoją stronę.
Kiedy emocje opadły, Hermiona odetchnęła wreszcie i złapała się za głowę.
- Jak ja cię, kurwa, nienawidzę... - mruknęła zazdrośnie Lavender.


- Słyszałeś, zaraz wprowadza się do nas ten nowy - zaczepił Dracona, Blaise. - W dormitorium stoi nowe łóżko.
Siedzieli na kanapie w trójkę. Oni i Pansy Parkinson. 
- Mam nadzieję, że nie jakaś ciota... - odparł blondyn. Spojrzał na Pansy i spróbował ją ocenić tak jak zawsze dziewczyny. Zmrużył oczy by dostrzec w niej coś pięknego. No, może chociaż ładnego.
- Mam coś na twarzy? - spytała zaniepokojona. Zaczęła przecierać buzię ręką, a drugą poprawiła włosy. 
- Weź na chwilę siedź spokojnie i się nie odzywaj.
Spojrzał jej w oczy. Szukał czegokolwiek, ale znalazł tylko głupotę i ślepe uwielbienie dla jego osoby. Oczy Pansy były niebieskawo-szare, nieduże, niestety. Przeklął się w duchu. Szlama ma piękniejsze. Nagle drzwi się otworzyły. Stanął w nich obcy mężczyzna. Nie zdążył się nawet odezwać, nim Zabini wystartował do niego z piwem w ręce.
- Od teraz dzielimy dormitorium, pij - wcisnął mu butelkę w rękę, ale Dmitry spojrzał na etykietę i od razu oddał mu piwo.
- Dzięki, preferuję mocniejszy alkohol. W Rosji nie pijemy dereszy.
Draco uniósł głowę i z zainteresowaniem spojrzał na nowego Ślizgona. 
- Spokojnie, w piątek whisky - Blaise wziął łyk swojego piwa, patrząc z uznaniem na Rosjanina. - Blaise Zabini.
- Dmitry Aristov - wyciągnął dłoń i wymienił z nim uścisk. Zbliżył się do Draco i Pansy. Wyciągnął dłoń w stronę Parkinson. Ta okropnie speszona, uścisnęła ją nieśmiało.
- Pansy... - powiedziała cicho. Wbijała w niego wzrok.
- Brawo, sprawiłeś, że Parkinson się zamknęła. Draco Malfoy - blondyn wstał i uścisnął dłoń Dmitry'emu.
- Jesteś bardzo szarmancki dla swojej koleżanki - uśmiechnął się kpiąco i uniósł brew. Pansy się zarumieniła. Draco prychnął pogardliwie.
- Najwidoczniej mam wiele innych zalet, skoro wciąż trzyma się mnie - stwierdził pewnie. - Może teraz przejmiesz trochę moich obowiązków.
Dmitry zaśmiał się szczerze. Bawiła go ta cała sytuacja.
 - Chętnie, ale nie mogę. Skupiam się tylko na jednej.
Pansy spuściła głowę. Blaise wzruszył ramionami. 
- Została w poprzedniej szkole? 
- W Durmstrangu nie ma wielu dziewcząt... - mruknął i złożył ręce na piersiach. 
- Byłeś w Durmstrangu? - Draco poczuł ukłucie zazdrości. Zawsze chciał się tam uczyć, ale matka go nie puściła. 
- Tak, ale mnie wyrzucili.
Draco i Blaise spojrzeli na siebie z zaskoczeniem, byli pełni podziwu dla tego kompletnie odmiennego, fascynującego, starszego od nich, dwudziestoletniego mężczyzny. 
- Cholernie imponujące - Blaise pokiwał głową. - Czyli dziewczyna stąd?
Dmitry skinął głową. 
- Co to za szczęściara?  - odezwała się w końcu Pansy. Dmitry wreszcie spuścił wzrok i spojrzał na nią, siedzącą na kanapie. Był zaskoczony, że to powiedziała. - Ze Slytherinu, oczywiście.
- Och, nie... to byłoby nudne - uśmiechnął się pod nosem. - Hermiona Granger.
Blaise wypluł piwo, które miał w ustach, Pansy rozdziawiła usta ze zdziwienia, Draco poczuł, jak robi mu się gorąco. Z niewiadomego powodu zaczął porównywać się z Aristovem. Kto miałby większe szanse poderwać dziewczynę? 
- Ona ma brudną krew - zaanonsował Blaise.
- Chłopcy... - Dmitry spuścił głowę i zaśmiał się z politowaniem. - Spokojnie, najpóźniej za kilka lat przestanie was to obchodzić. Granger jest piękna, subtelna i naturalna.
- Draco, czemu nic nie mówisz? - Zabini spojrzał z wyrzutem na przyjaciela. Wyśmiałby każdego innego, kto powiedziałby, że Granger mu się podoba, ale odczuwał zbyt wielki respekt przed nowym kolegą. Draco zmarszczył brwi. Nie wiedział co odpowiedzieć. 
- Jestem głodny - powiedział, wstał i wyszedł, zostawiając ich zdziwionych. Czuł się źle. Pansy była do dupy, Blaise już fascynował się Dmitry'im, a Hermiona była szlamą. Przypomniał sobie twarz Granger. Ten cholerny brunet miał rację, była piękna, subtelna i naturalna. Malfoy nigdy jednak nie miał zamiaru jej podrywać, bo była gryfońską przyjaciółką Pottera. Mimo wszystko nie podobała mu się świadomość, że gdyby chciał ją mieć, nie mógłby. Aritov miał większe szanse, przynajmniej przez pierwsze kilka tygodni, do kiedy pozostanie nową sensacją. Zanim wyszedł, zobaczył jak Dmitry przeczesuje palce, a na jego serdecznym palcu widnieje srebrna, wąska obrączka. Podobna do jego sygnetu. Pomyślał, że z czasem Rosjanin zostanie jego najlepszym przyjacielem albo największym wrogiem.

Hermiona usiadła na łóżku. Próbowała czytać książkę, ale nie mogła się skupić. Wszyscy jedli kolację. Kiedy byli tu Harry i Ron, wszystko było w porządku. Nie miała tyle czasu dla siebie, bo wciąż coś się działo. Jednak teraz, kiedy mogła myśleć o czymś innym niż kamień filozoficzny, bazyliszek, Syriusz Black, zagrożenia Turnieju Trójmagicznego i Umbridge, zaczęła odczuwać dziwną samotność. Była przyzwyczajona do samotności, bo jej jedyny chłopak, Wiktor Krum, był z nią na odległość. Rok temu wydawało jej się, że czuje coś do Rona, ale Lavender trochę tam namieszała. Tak naprawdę nigdy nie była zakochana. Chciała poczuć coś innego, silnego. Nigdy nie miała tak bliskiej osoby, nie miała nawet przyjaciółki. Chciała wreszcie się kimś zaopiekować i podzielić całą czułość, którą miała w sobie. A fizycznie nieustannie się kochać.

_______________________________________________________



sobota, 26 grudnia 2015

09.

Przepiękny dzień. Hermiona obudziła się i wreszcie była wypoczęta. Przeciągnęła się leniwie, czując jak przyjemnie działa to na jej kręgosłup. Mogła wstać. Spadł pierwszy śnieg, idealna pogoda na wypad do Hogsmeade. Umówiła się z Ginny chwilę po południu, więc w spokoju ubrała czarne, wąskie spodnie, piękny, granatowy sweter i zjadła śniadanie. 

Draco bardzo cieszył się dzisiejszego wyjścia na miasto. Miał ochotę się naprawdę napić. Wiele rzeczy nie dawało mu spokoju. Jedną z nich miał właśnie przed oczami. Hermiona Granger. W tym roku stała się dla niego jedną wielką niewiadomą. Potrafiła być zimna jak kamień, zbyć go jednym słowem i iść dalej, zupełnie jakby miała go w dupie, a on nie był przyzwyczajony do takiego traktowania. Z drugiej strony przejęła się nim w tej parszywej łazience, kiedy w alkoholowym amoku prawie zrobił sobie krzywdę. Ale czy ktokolwiek byłby tak bezwzględny, żeby pozwolić mu się utopić? Na pewno nie cholerni Gryfoni. Musiał przyznać, że zmienił o niej zdanie. Nie była głupia. Nie była naiwna. Nie ufała mu i bardzo dobrze. Większość dziewczyn, słysząc od niego jedno miłe słowo, a właściwie jakiekolwiek nie niemiłe, oddałoby mu się bez wahania, a ona trzyma dystans. Bardzo dobrze. 

- Co ty robisz? - warknął, stojąc nad nią. Kucała przy małej krukonce i zbierała jej książki. Podniosła głowę i spojrzała na niego dużymi, orzechowymi oczami. Zwykle były ciemniejsze, ale w tym świetle orzechowe. Minę miała niewzruszoną, chłodną. Taką jak lubił. Nie odpowiedziała mu. Bezczelnie zignorowała i podała dziewczynce ostatnią książkę. Dopiero wtedy Draco zauważył, że małą przestraszył ton jego głosu. Spojrzała na niego zlęknionymi oczami, a potem na Hermionę.
- Nie bój się, to tylko mała fretka - szepnęła opiekuńczo Gryfonka. Dziewczynka uśmiechnęła się i pobiegła w inną stronę. 
- Co robisz i dlaczego mnie oczerniasz? - Hermiona stanęła na równe nogi i zmierzyła go spojrzeniem. Draco specjalnie uniósł podbródek, żeby patrzeć na nią jeszcze bardziej z góry.
- Opiekuję się nowymi uczniami. Takie jest zadanie prefektów, Malfoy - powiedziała spokojnie, podniosła z podłogi swoją torbę i znów na niego spojrzała.
- Od kiedy jesteś taka troskliwa? Odprowadzasz ślizgona, podnosisz książki jakiejś smarkuli...
Hermiona zaśmiała się ironicznie. 
- Słabszym trzeba pomagać - Draco spojrzał na nią jak lew na owcę. Wbijali w siebie spojrzenia. Ona spokojne, on pełne narastającego wzburzenia. Hermiona uznała, że to bez sensu, chciała go wyminąć, ale chwycił ją mocno jedną ręką za ramię, a drugą za podbródek, unosząc go ku górze, niemo krzycząc "patrz na mnie".
- Myślisz, że jestem słaby? 
Hermiona lustrowała dokładnie jego oczy, pełne niepokoju, wzburzenia, ciszy, niedopowiedzenia. Zupełnie jak ukochany ocean, nad którym była raz w życiu w przepięknym Saint Malo. Nierozważnie szukała w jego oczach drewnianego domku i setek muszelek. Oczywiście nie mogłaby tego znaleźć, ale wyobraźnia jej pomagała. Od tamtej pory jego oczy stały się piękne. Niezależnie od tego, czy był kutasem czy nie, jego oczy były piękne. Pierwszy raz widział jej twarz z tak bliska. Widział dokładnie każdą z długich rzęs, jedna została na jej bladym policzku. Widział jasną, czystą, gładką cerę. Kości policzkowe rysowały się bardzo ostro, miał ochotę przejechać po nich kciukiem. Był ciekawy czy mógłby go rozciąć w ten sposób. Granger zawsze miała ładną, dziewczęcą buźkę, ale teraz widział dokładnie dojrzałą kobietę. Nie lubił brązowych oczu, bał się takiej ilości ciepła. Jednak w tych było coś więcej, zima, chłód, sztorm, lawina, erupcja wulkanu. Wszystkie zjawiska pogodowe na raz. Przede wszystkim było w nich przekonanie, że ona po prostu wie.
- Tak się teraz zachowujesz - odpowiedziała cicho. Próbowała się wyszarpnąć. Draco spojrzał na nią z niedowierzaniem. Zanim ją puścił, zdjął z jej policzka rzęsę. Oboje byli zszokowani tym zdarzeniem.

Ginny ciągnęła ją za rękę. Obie poczuły mdłości, kiedy wylądowały na ziemi po łącznej teleportacji. 
- Dzięki, że mnie zabrałaś, lekcje teleportacji mamy w drugim semestrze - wysapała Ginny, podnosząc się. - Dziwne uczucie...
- Nie ma sprawy - Hermiona otrzepała płaszcz. - O to miejsce chodziło? 
Rozejrzała się po okolicy, wychodząc zza opuszczonego budynku, gdzie zupełnie nikt nie zauważyłby nagłego, nadzwyczajnego pojawienia się dwóch osób znikąd. Miasteczko było ładne i wbrew pierwszemu wrażeniu, tętniło życiem. Ginny pokiwała dumnie głową.
- O tak, myślę, że wiele dziewczyn będzie miało suknie z innych miejsc. U Madame Malkin nie starczyłoby ich nawet dla połowy uczennic. I by się powtarzały. Założę się, że któreś się na siebie obrażą za taki sam strój. Stawiam na Pansy Parkinson i Lavender. Byłoby komicznie.
Ale Hermiona jej nie słuchała. Myślała o tym czemu los pcha ją w dziwne rozmowy i sytuacje z Malfoy'em, o tym, czego chce od niej Ross, i tak, w dalszym ciągu "kim do cholery jest Dmitry?".
Weszły do mugolskiego sklepu, w którym był ogromny wybór.
- Z klasą... - stwierdziła z ulgą Hermiona i zaczęła się rozglądać. Metoda działania była zawsze taka sama. Na pierwszy rzut oka wiedziała czy coś jej się podoba. Ginny za to przyglądała się wszystkiemu uważnie.
- Hej, aż tyle czasu nie mam... 
Ginny spojrzała na nią zaskoczona.
- A gdzie się śpieszysz?
Hermiona trochę się speszyła.
- Idę na kawę z profesorem.
Ginny wytrzeszczyła oczy i odłożyła sukienkę, na którą patrzyła bardzo długo. 
- Hermiona, igrasz z ogniem. Nie widzisz, że on na ciebie leci? Wszyscy to widzą. Skończy się wielką aferą. W najlepszym wypadku nie zaliczy ci przedmiotu, jeśli ty... nie dasz mu zaliczyć.
Hermiona uniosła brwi.
- Jestem dużą dziewczynką, a on nie jest zboczeńcem. Spokojnie, dam ci znać jak poszło - uśmiechnęła się, zbywając ją. - W każdym razie zwiększ tempo.

Ginny miała nadzwyczajnie flegmatyczne ruchy. Hermiona nie wytrzymała tej sytuacji i wcisnęła jej w ręce piękną beżowo-złotą suknię. Wiedziała, że choć raz cena nie stanowi problemu, ponieważ ukochani bracia dali jej pieniądze na "najbardziej odjazdową kreację jaką znajdzie", ich sklep odnosił spektakularny sukces. 
- Weź tę. Idealny kolor do rudych włosów - stwierdziła. Ginny patrzyła na nią chwilę, po czym uśmiechnęła się lekko. Miała w ręce wieszak z błękitną, krótką sukienką. Zgodziła się przymierzyć obie. - Tylko się pośpiesz.
Hermiona trzymała jedną suknię, którą przyniosła jej Ginny, czerwoną, z dużym dekoltem z przodu, oraz jej typ, długą, klasyczną, czarną, z długimi rękawami i odkrytymi plecami. W pierwszej kolejności obie wyszły w sukniach, które wybrały dla siebie.
- Ginny, nie przymierzaj nawet tej drugiej. Gwarantuję, że wyglądasz przepięknie - Hermiona aż złapała się za głowę. Rude włosy opadające na złoty beżowy materiał wyglądały przepięknie, a złote elementy mieniły się cudownym blaskiem. 
- No dobra... masz rację. Ty też wystąp w tej. Masz fajne... - wskazała na górną partię części ciała.
Hermiona spojrzała na nią z politowaniem.
- Nie chcę wyglądać atencyjnie, tylko szykownie - mruknęła. Od razu wróciła do przymierzalni. Przebrała się w czarną. Dokładnie tak sobie to wyobrażała, idealnie dopasowana, z aksamitnego, przemiłego materiału, wyglądającego jakby był płynny i rozlewał się po jej ciele, tworząc idealną sylwetkę.
- Wyglądasz jak milion galeonów, ale jeśli nie chcesz być atencyjna, nie stawaj do nikogo tyłem - Ginny puściła do niej oczko.


Zakupy poszły szybciej niż się spodziewała. Teleportowały się do Hogsmeade. Ginny miała odprowadzić Hermionę do Trzech Mioteł, ale jako, że do wieczora, a tym samym"umówionego" spotkania zostało dużo czasu, postanowiły strzelić sobie jeszcze po piwie. Usiadły przy barze.
- Imbirowe dwa razy, proszę - zamówiła Hermiona. Sekundę później dostały duże kufle ze sporą porcją piany. 
Hermiona przyłożyła kufel do ust, poczuła rozkoszny zapach. Miała wziąć pierwszy łyk, ale Ginny szturchnęła ją w ramię i gdyby nie szybka reakcja, piwo wylałoby się na jej spodnie.
- Ross na jedenastej - powiedziała cicho. Granger spojrzała po skosie w lewo. Ross siedział w rozpiętym płaszczu i czarnym szaliku. Na szczęście przeglądał jakieś papiery. Hermiona szybko przesiadła się na skrajne, prawe barowe krzesło. Ginny przysunęła się do niej.
- Nie widział mnie, pijemy.

Nie skończyło się na jednym piwie. Nawet nie na dwóch.
- Muszę już lecieć... - wysapała Ginny. Policzki miała słodko zaróżowione. Nachyliła się nad nią, by konspiracyjnie wyszeptać: - nie daj się zgwałcić.
- Nie będę stawiać oporu - Hermiona zaśmiała się i rozłożyła ręce w geście bezradności. - Cholera! Przypomniał mi się ostatni sylwester...
- Powtórzymy, powtórzymy... - Ginny roześmiała się i w ostatnim momencie złapała swoją torebkę zanim spadła na podłogę. - Na razie.
- Trzymaj się! 
Hermiona wzięła kilka oddechów. Trzymała w dłoni kufel z połową czwartego piwa. Ruszyła do stolika nauczyciela. Stanęła na przeciwko niego i czekała aż ją zauważył. Włożyła jedną rękę do kieszeni spodni, odgarniając płaszcz do tyłu. Miał tam sporo prac do sprawdzenia. Wyglądał seksownie, kiedy czytał w takim skupieniu. Przygryzał co jakiś czas dolną wargę. W końcu w natłoku tych wypracowań, kilka spadło na podłogę. Schylił się by je podnieść. Wtedy zauważył skórzane buty, stojące przy jego stoliku, wędrował wzrokiem powoli w górę, po długich nogach. 
- Panno Granger... 
Hermiona bez słowa usiadła na przeciw niego.
- Jestem trochę pijana - stwierdziła, patrząc na niego jakby zrobiła co bardzo złego. - Przepraszam.
Ross się zaśmiał.
- Jesteś urocza. Chcesz pić piwo? - zapytał odkładając papiery na bok. Hermiona spojrzała na niego lekko zdziwiona. 
- Och, nie. Tak nie wypada. Pan chciał pić kawę - bez zastanowienia wylała zawartość kufla do doniczki z biednym kwiatkiem, stojącej na ich stoliku. Ross spojrzał na nią z niedowierzaniem. Pokiwał głową, uśmiechając się szeroko.
 - Kawę... jaką? - spytał, wkładając rękę do kieszeni, by znaleźć portfel.
- Czarną, jak pański płaszcz - powiedziała filozoficznym tonem i założyła nogę na nogę.
Po chwili profesor wrócił z dwoma, czarnymi kawami w pięknych filiżankach. 
- Dziękuję - uśmiechnęła się lekko i przymknęła oczy, biorąc pierwszy łyk. - Dlaczego chciał mnie pan widzieć? 
- Chciałem porozmawiać z kimś inteligentnym - odparł po chwili zastanowienia. 
Hermiona wybuchnęła ironicznym śmiechem. Ross mimowolnie się uśmiechnął.
- Trzeba było uprzedzić. W tym stanie dorównuję inteligencją Sybilli Trelawney.
Rozmawiali całkiem naturalnie. Nie poruszyli tematu tej połowy nocy, którą spędzili w jednej komnacie. Właściwie w ogóle mało rozmawiali. Hermiona rzucała bezsensownymi, nietrzeźwymi tekstami, a Nathaniel był bardzo rozbawiony i przyglądał się jej z zachwytem. Gdy zorientował się, że nie ma rękawiczek, na siłę wciskał jej swoje, skórzane. "Nie, nie... ja mam rękawiczki, tylko nie teraz." Pod tym względem był stanowczy, więc Hermiona po chwili miała na rękach jego rękawiczki. Nim się zorientowali, niebo się ściemniło. 
- Odprowadzę Cię.
- Och, nie. Poradzę sobie. Nie możemy być ciągle widywani razem - powiedziała bezmyślnie. 
Ross uniósł brew.
- Chcesz o czymś porozmawiać?
- Wprost przeciwnie...
- A więc na następnych zajęciach, musisz stać daleko ode mnie. Tobie i panu Malfoy'owi udał się ostatni eliksir. Zaczynacie amortencję - uśmiechnął się uroczo.
- Ja będę stała tam gdzie moje miejsce. Proszę, aby pan się wycofał - puściła mu lewe oko i ruszyła do wyjścia. Wyszła na świeże powietrze i odetchnęła z ulgą.

08.

- Wciąż cię nienawidzę.
- Ucisz się wreszcie... - mruknęła zmęczona. Weszli na schody. Niestety one zaczęły znowu żyć własnym życiem. Nim dotarliby na sam dół, by zejść do lochów, minęłaby wieczność, a żołądek Dracona nie wytrzymałby tych zawirowań.
- Zaraz zwymiotuję - oznajmił, oczywiście wciąż z klasą. Hermiona przejęła od niego różdżkę.
- Immobilus - wycelowała w schody. Znacznie się uspokoiły. Ruszały się na tyle powoli, że zdążali opuszczać je tam gdzie chcieli. Hermiona odruchowo schowała różdżkę Dracona do swojej kieszeni.
- Och... - Malfoy złapał się za głowę i stanął. Zamrugał oczami kilkakrotnie. - Lepiej. Jednak do czegoś się przydajesz.
- Zamknij się. Twój głos drażni mnie bardziej niż te schody twój żołądek.
- Granger, mam prawo cię nienawidzić.
- Ja również. 
Dalszą drogę szli w milczeniu. Zatrzymali się przed wejściem do pokoju wspólnego Slytherinu. Patrzyli na siebie chwilę w milczeniu. Draco przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby miał zamiar podziękować za odprowadzenie. Zamiast tego spoważniał.
- Zapomnij o tym co usłyszałaś.
- Vice versa.
Ale nie mogła zapomnieć.

Szła spokojnie na lekcję, kiedy dorwała ją Ginny Weasley. Miłe towarzystwo, zwłaszcza po mocnych wrażeniach, jakie zapewnił jej w nocy Draco (jakkolwiek to brzmi).
- Na pewno nie słyszałaś o balu - stwierdziła, z szerokim uśmiechem na swojej ładnej buźce.
- Będzie bal? Fajnie... - pokiwała głową. Rzeczywiście fajnie, jakiś pozytywny akcent w tym smutnym semestrze. Z drugiej strony jej poprzedni bal nie skończył się za dobrze. - Chociaż...
- Daj spokój, będzie świetnie.
- Pewnie, ale z jakiej racji mamy bal? Nic wyjątkowego się nie dzieje - zastanowiła się głębiej czy aby na pewno.
- Nie wiem, ale znasz McGonagall. Ostatnio też strasznie przeżywała bal, wiesz... tańce, tradycje. Chyba po prostu to lubi. Ross ją poparł. On serio chyba był jej ulubieńcem. Wczoraj widziałam jak szła zdenerwowana przez Wielką Salę, ale gdy tylko do niej podszedł, cała się rozpromieniła.
- Nic dziwnego. Na pewno był czarujący - przyznała. Obie poczuły, że zażenowanie ogarnia ich umysły, kiedy minął je nie kto inny jak Nathaniel Ross. Czy słyszał, że o nim rozmawiały?
- Ee... - Ginny potrząsnęła głową. - Dalej jest. Mam nadzieję, że również głuchy.
- Oby... - zamyśliła się na chwilę. - Powiedział mi, że był w Slytherinie. Dziwne, że był blisko akurat z opiekunką Gryffindoru.
- Skąd wiesz takie rzeczy? Nie mów mi, że te plotki nie są tylko plotkami... - Ginny wbiła w nią zaciekawione spojrzenie. Hermiona zmarszczyła brwi i zwolniła krok.
- Jakie plotki?
- Porozmawiamy na spokojnie jutro w Hogsmeade. Pójdziemy razem?
- Jasne, możemy - spojrzały na siebie. Hermiona uśmiechnęła się porozumiewawczo. -Też bez partnera?
- Przestań. Ktoś nas zaprosi - Ginny prychnęła cicho.
- Nie zależy mi. 

Dziewczyny usiadły w wielkiej sali przy stole Gryfonów. Pierwszy raz od dawna Hermiona naprawdę miała apetyt. Nalała sobie do kubka kawy i chwyciła tost z dżemem. Ginny też zabrała się do śniadania, ale momentalnie obie posmutniały, bo przy stole brakowało Harry'ego i Rona. Mogły rozmawiać bez przerwy, ale tego rodzaju ciszy nie dało się zagłuszyć. Ron nieustannie odzywałby się z pełną buzią, Ginny wydałaby jęk obrzydzenia, Hermiona walnęła w głowę gazetą, a ściłHarry jak zwykle nie widziałby nic złego. Harry... zagubiony, kompletnie niespostrzegawczy, ale jak bardzo w tym uroczy. Z melancholii wyrwała je mała, brązowa sowa, z egzotycznie zielonymi oczami. Niezwykle kulturalnie upuściła list na jedyną pustą powierzchnię na stole, przy talerzu Hermiony. Ginny była w szoku, sowy mają tendencję do wrzucania paczek w jedzenie lub, co gorsza, w gorące napoje. 
- Dziękuję - mruknęła Hermiona, dając sowie kawałek chrupiącego tosta i z zainteresowaniem rozwinęła list. Dobrze, że nie miała kawy w ustach, bo wyplułaby ją, widząc kto do niej napisał. W pełnym skupieniu, zachłannie czytała każdą z niewielu liter.

"Najdroższa Hermiono,
 Uważaj na Dmitry'ego. To zły człowiek. Wyrzucili go z Durmstrangu. Trzymaj się od niego jak najdalej. Proszę, bądź ostrożna. Pamiętaj moje wcześniejsze słowa.

Twój na zawsze, W.K."

Marszczyła brwi coraz bardziej z każdym kolejnym słowem. "Co, proszę?", zapytała w myślach. Musiała przyznać, że styl pisania Kruma znacznie się poprawił, nie był już tak prymitywny, jednak chciała wierzyć, że to nie był szczyt jego możliwości. Chociaż czy wybitnemu szukającemu przyda się w życiu umiejętność pięknego pisania? Zdecydowanie powinien zajmować się tym czym się zajmuje do końca życia. Hermiona życzyła mu jak najlepiej, choć wielokrotnie dawała do zrozumienia, że nic z tego nie będzie. Miała do niego ogromny sentyment i sympatię, ale nie wyobrażała sobie poważnego związku. A przynajmniej nie z nim. Jednak to inna część listu nie dawała jej spokoju. Durmstrang to mordownia, pijalnia, istna Syberia. Jeśli Igor Karkarov podpisuje dokument wydalenia cię ze swojej szkoły, to znak, że jesteś diabłem wcielonym albo i wprost przeciwnie. Co najważniejsze: kim, do cholery, jest Dmitry?

- Hej... - zawołała beznamiętnym głosem za wysokim blondynem i czarnoskórym, minimalnie niższym brunetem. Odwrócili się, a Hermiona wyciągnęła do pierwszego z nich różdżkę. - To twoje.
Draco spojrzał na nią zaskoczony, ale tak, w sekundę poznał swoją własność. Odebrał ją szybko i wsadził do kieszeni, nie chwaląc się znajomością słowa "dziękuję". Hermiona już miała się odwrócić i odejść, gdy Blaise Zabini zaśmiał się nienaturalnie.
- Smoku, skąd Granger ma twoją różdżkę? 
Pansy Parkinson zakręciła się koło nich, położyła Draconowi dłoń na ramieniu i zaczęła go głaskać. Malfoy spojrzał na Hermionę pytająco, jakby chciał by odpowiedziała za niego. Chwilę później jego twarz ponownie wyrażała pogardę.
- Nie wiem, ostatnio ciągle za mną łazi. Pewnie po prostu różdżka wypadła mi z kieszeni, a szlama ją znalazła.
Pansy wybuchła frywolnym śmiechem. Hermiona skinęła głową, patrząc Malfoy'owi intensywnie w oczy, a jej spojrzenie wyrażało zimne "gratulację". Wyminęła ich. Ruszyła dalej korytarzem, lecz ku jej zdziwieniu, dwie minuty później dogonił ją nie kto inny, ale sam Draco Malfoy.
- Granger! - dorównał jej kroku i spojrzał na nią z góry. - Nie chciałaś, żebym się zabił w nocy...
Mruknął ze zdziwieniem w głosie. Hermiona nic nie odpowiedziała. Wystarczyłoby jej nawet najcichsze, ale jednak, podziękowanie. Nie liczyła na to z ust Ślizgona.
- To było... miłe. Dlaczego to zrobiłaś?
Zszokował ją tym, że ją znalazł i powiedział coś miłego, to fakt, ale nie miało to żadnego znaczenia. Miała w nosie co o niej myślał i jak ją traktował. Co on sobie wyobrażał? Sekundę wcześniej stawia ją w paskudnej sytuacji na oczach kumpli, a teraz znowu czegoś chce.
- Bo było mi cię żal.
Odpowiedziała chłodno i odeszła szybkim krokiem, zostawiając go, zdezorientowanego na środku korytarza. "Na Godryka, co za kutas...".

Wróciła do pokoju wspólnego i usiadła przed kominkiem. Przymknęła oczy i pogrążyła się we wspomnieniach o Wiktorze. Doskonale pamiętała ten najbardziej niespodziewany moment. Zaprosił ją na bal. Wśród tylu dziewcząt, kręcących się przy nim. Wśród pięknych uczennic z Beauxbatons. Chodził za nią do biblioteki, ślęczał tam godzinami. To było naprawdę urocze. Krum zawsze trochę jej imponował, ale nie sądziła, że jest tak bardzo daleki od próżności, aby uganiać się za przeciętną kujonicą. Może nawet jej się podobał, ale szczerze mówiąc poszła z nim na bal, by zobaczyć minę Rona. Wszyscy byli w szoku. Nawet Draco nie obrzucił jej pogardliwym spojrzeniem. Bardzo się postarała, by wyglądać godnie u boku reprezentanta w Turnieju. 
- Hermiona? - dziewczyna uniosła głowę, a jej oczom ukazał się Colin Creevey. Wyrósł na naprawdę urodziwego młodzieńca. 
- Cześć, Colin. Co jest? - uśmiechnęła się lekko. Chłopak wyciągnął z za pleców jej własną torbę. Hermiona odetchnęła z ulgą. Szczerze mówiąc nie chciało jej się odejść od ciepłego kominka i szukać tego nieszczęsnego profesora, by dostać swoją własność.
- Dziękuję ci - odebrała torbę i położyła sobie na kolanach. Zobaczyła wystającą z niej różdżkę. Wreszcie. 
- Nie ma sprawy. Muszę lecieć na szlaban... - powiedział smutno i spuścił głowę. - Z Filchem! 
Hermiona uśmiechnęła się pocieszająco.
- Pomęczysz się trochę dzisiaj, ale za to jutro w końcu wybijesz piwo kremowe w Hogsmeade.
Colin odwzajemnił uśmiech.
- To na pewno! Miłego dnia, Hermiono - pomachał jej i ruszył do wyjścia.
- Miłego, Colin.
Trochę to barbarzyńskie, by dawać szlaban w sobotę. No cóż... Hermiona wyciągnęła różdżkę i przełożyła ją do kieszeni. Wieczorem, gdy wypakowywała książki, z jednej z nich wypadła mała karteczka. 
"Będę czekać wieczorem w Trzech Miotłach. Chciałbym wypić z Tobą kawę."


_______________________________________________________
Witam na moim blogu! Pierwszy raz piszę do Was personalnie. Nie zdążyłam życzyć Wam wesołych świąt, ale mogę jeszcze życzyć magicznego Sylwestra i absolutnie udanego Nowego roku, pełnego sukcesów, pozytywnych myśli i nowych marzeń. Mam ochotę podzielić się z Wami kawałeczkiem mojej rzeczywistości. A więc "Dmitry" to inspiracja moimi studiami. Studiuję filologię rosyjską i filologię angielską na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Jest spoko. Najczęściej właśnie temu zawdzięczacie tak krótkie rozdziały. Bardzo za to przepraszam. Muszę, naprawdę muszę się pochwalić prezentem, który dostałam na gwiazdkę od mojego chłopaka. Mam nadzieję, że jesteście równie zadowoleni ze swoich prezentów, ale co ważniejsze, z tegorocznej atmosfery. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze. Wiele dla mnie znaczą. Wszystkiego dobrego dla Waszych bliskich!